Jarosław Mikołajewski DZIECIOM

Właśnie ukazały się dwie nowe książki dla dzieci Jarosława Mikołajewskiego: zbiór „Wierszy z kąpieli“ (pełnych wspomnień, dowcipu i sentymentu, zabaw językowych i głębokich wzruszeń, z krajobrazami dzieciństwa i dzieciństwa własnych dzieci w tle), − w serii „Wierszem napisane“ Egmontu oraz wydana przez Bajkę cudowna zabawa literacko-graficzna duetu autorskiego: Mikołajewski–Pawlak pt. „Para-mara“. Czy uwierzycie, że absurd talk-showu i marność tv można pokazać w kilkunastu zdaniach i na 36. stronach A4? I to jak! Aż w pięty idzie! Choć śmiech nagle zamiera – bo – jak pytał Gogol – „Z kogo się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie“…

para-mara         wiersze-z-kapieli

Jarosław Mikołajewski – nietuzinkowy poeta, przejmujący pisarz, wybitny tłumacz – jest równie wyjątkowy (i różnorodny!) jako twórca dla dzieci. Myślę, że warto więc przypomnieć mój tekst z „Nowych książek” nr 1/2012:

„Czytajcie czasami (…) tłumaczenia z moich ukochanych pisarzy, zwłaszcza włoskich” – napisał Jarosław Mikołajewski, podkreślając, że tłumaczy to, co lubi, czym chciałby się z nami podzielić. Podzielił się więc wieloma książkami Rodariego (laureata nagrody im. Andersena, czyli tzw. małego Nobla), m.in. „Historyjkami o Alicji, która zawsze wpadała w kłopoty” (świetnie zilustrowanymi przez Pawła Pawlaka; Muchomor 2003), a jego przekład nagrodzony został przez IBBY wpisem na Międzynarodową Listę Andersena; pozwolił śledzić „Interesy Pana Kota” (Muchomor 2003) i poznać „Alicję w obrazkach” (Egmont 2008). Mogliśmy – po przeczytaniu fantastycznej, absurdalnej historii o tym, jak „Był sobie dwa razy baron Lamberto” –  powtarzać, zgodnie z przepisem na wieczną młodość, który dał nam Gianni Rodari: „Mikołajewski, Mikołajewski” (by dzięki temu – niczym tytułowy bohater z tajemniczej wyspy San Giulio – tłumacz mógł być wciąż w świetnej kondycji i  oswajać dla nas kolejne książki, nie wpadając przy tym w piramidalne kłopoty jak baron Lamberto).

Wybierane przez Mikołajewskiego książki podbijały serca czytelników, tak jak cykl króciutkich, wzruszających opowieści o Małym Brązowym Zajączku i Dużym Brązowym Zającu: „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham, kiedy jest jesień” (a potem: „…kiedy jest zima”, „…kiedy jest wiosna”, „…kiedy jest lato”). Polskie wydanie tych książeczek obsypane zostało nagrodami, m.in. Dużym Dongiem i nagrodą w konkursie Świat Przyjazny Dziecku, a przede wszystkim podbiło serca małych i dorosłych czytelników.

Wszyscy_maja_psaCzułość, której nie ukrywa Duży Brązowy Zając, jego autentyczna bliskość i troska o Małego są bardzo Korczakowskie. Tak jak z ducha Korczaka wywodzi się twórczość Mikołajewskiego dla dzieci. Jego trzy opowiadania o Julce, czyli książka „Wszyscy mają psa tylko nie ja” (z bardzo lubianymi przez dzieci ilustracjami Ewy Poklewskiej-Koziełło), to oswajanie wielkich problemów małego dziecka – przyglądanie się im z wielkim szacunkiem, uwagą, troską, po Korczakowsku właśnie. To nie wymądrzanie się: „Nie bój się ciemności” czy „Wybij sobie z głowy”, tylko próba pokazania świata przeżyć małego człowieka, jego lęków, marzeń, ale i codzienności.

Mikołajewski nie boi się trudnych tematów. Tłumacząc „Książkę o smutku”, w której Rosen Michael opowiada o tragedii ojca spowodowanej śmiercią syna Eddiego, kieruje uwagę czytelników na rzeczy nieuchronne. Wybierając do tłumaczenia „Ogród. Dobra opowieść na wielki smutek” Georga Maaga (Nasza Księgarnia 2005) czy książkę Angeli Nonetti „Mój dziadek był drzewem owocowym” (przetłumaczoną wspólnie z Magdaleną Mikołajewską; Nasza Księgarnia 2007), pokazuje, że można rozmawiać z dzieckiem o „sprawach nie dla dzieci”. Można mówić mu o śmierci – o ile znalazło się klucz do rozmowy.

Kiedy_kiedysWydana niedawno książka Jarosława Mikołajewskiego „Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór” (Egmont 2011) to jedna z tych rzadkich, a nadzwyczaj ważnych książek, które potrafią nie straszyć śmiercią, ale przygotować dziecko na rozstanie. Pomóc mu zrozumieć, że „Kiedy kiedyś”…

Śmiertelnie chory pan Jan, sąsiad małej Kasi, potrafi pożegnać swą małą przyjaciółkę tak, by jak najmniej ją to zabolało, by mogła nadal, karmiąc jego gołębie, cieszyć się światem i podróżą, w którą wyruszył. A nawet (bardzo zaskakujący punkt kulminacyjny) wykrzyknąć entuzjastyczne: „Nie!!! […] To już się zdarzyło?! Tak szybko?! Hura, hura, niech żyje Panjan, niech żyje Pangór!…”.

Ten spokój odchodzenia pana Jana (świadomość nieuchronności, a zarazem pogodzenie z nią), to skupienie na małych i bezbronnych, którzy zostają i których chce się chronić, jest piękne, mądre i wzruszające. I pięknie, mądrze i wzruszająco opowiada o tym książka Jarosława Mikołajewskiego „Kiedy kiedyś”, doskonale zilustrowana przez Dorotę Łoskot-Cichocką i opracowana graficznie przez Dorotę Nowacką.

To książka przemyślana i dopracowana w każdym słowie – i w jego znaczeniu, i w brzmieniu (Panjan różni się przecież od pana Jana, tak jak Pangór od pana Gór…), i w graficznym zapisie – od obrazującej energię dziecka czerwieni pytań Kasi po spokojny błękit zrozumienia, że te wszystkie rozmowy były po to: „żebym się nie martwiła, bo on będzie bardzo szczęśliwy” (warto zauważyć, że spośród wszystkich ważnych słów pana Jana tylko słowa: „Karm gołębie” – jakby oddanie własnego świata w testamencie –  zostały zapisane na czerwono…). Zarazem jest to książka, w której to, co najważniejsze, dzieje się pomiędzy słowami.

Poeta Jarosław Mikołajewski potrafi opowiadać o tym, co niepojęte, dalekie, nienazwane, o tym, co będzie „Kiedy kiedyś”, ale i o tym, co jest tu i teraz, a co równie trudno zamknąć w słowach – o radości życia. O szczęściu bycia we dwoje.

Kreska_kropekJeśli więc zechcą Państwo przeczytać dziecku historię tego, co w bajkach kwitowane bywa zazwyczaj konwencjonalną formułą „I żyli długo i szczęśliwie”, to proszę sięgnąć po „Kreskę i Kropka” (i tym razem przyjemność czytania i oglądania książki – narysowanej i opracowanej graficznie przez Joannę Rusinek – będą sobie równe; daję słowo, że w ilustracjach Joanny niejedno Państwa zaskoczy, a nawet zadziwi! Ba – zafrapuje…).

Jarosław Mikołajewski w krótkich, zrozumiałych nawet dla najmłodszych czytelników zdaniach  opowiada o Kropku, który poczuł się chłopcem, kiedy pojawiła się Ona – Kreska. O szczęściu bycia mężczyzną u boku ukochanej kobiety; o tym, jak można się pięknie spotkać, cieszyć sobą i po prostu być razem. Po prostu? Nie, nic tu nie jest po prostu. Jarosław Mikołajewski potrafił zapisać radość bycia we dwoje,  radość wspólnego dobrego życia –  nie ocierając się o tanie sentymenty, nie nudząc, nie pouczając, nie świecąc przykładem… I – podobnie jak w „Kiedy kiedyś”  – w „Kresce i Kropku” umiał mistrzowsko dobrać słowa, obrazy, metafory, którym zaufa zarówno mały, jak i dorosły wrażliwy czytelnik.

agora_czerwony agora_jas_malgosia agora_lampa agora_brzydkie_kaczatko

Jarosław Mikołajewski lubi opowiadać, kocha słowa: „(…) nie tylko do córek się przytulam, lecz także do słów – one również potrzebują czułości” – mówi. Z czułością więc „opowiadał” niegdyś na nowo stare dobre bajki (m.in. „Czerwonego Kapturka”, „Jasia i Małgosię”, „Lampę Aladyna” czy „Brzydkie kaczątko”; seria wydawnictwa Agora), a na nowo napisane wersje historii dobrze znanych bohaterów baśni czytali Magda Umer i Wojciech Mann (na czterech płytach CD znalazło się aż dwadzieścia bajek autorstwa współczesnych bajarzy, czyli Jarosława Mikołajewskiego i Grzegorza Kasdepke, „Trututu, tratata najpiękniejsze bajki świata”).

pinokio-historia-pajacykaW 2002 roku Jarosław Mikołajewski po raz pierwszy opowiedział na nowo – i w dodatku do rymu – historię drewnianego pajacyka. „I jak tu znaleźć rym do Pinokio? – wspominał podczas spotkania autorskiego promującego kolejny już  przekład. – Oczywiście: Tokio” – dodał z uśmiechem. Więc czytaliśmy polskie wydanie rymowanego „Pinokio” Rodariego:

„Oto bajka o chłopczyku,
o drewnianym pajacyku,
co od Peru aż do Tokio
nazywany jest Pinokio”,

bawiąc się przy tym doskonale. I nie wiedząc, że czeka nas w przyszłości wielka niespodzianka: „Pinokio” Carlo Collodiego – wydanie kanoniczne, w doskonałym, precyzyjnym, oddającym wszelkie niuanse stylu i zawiłości „Historii pajacyka” tłumaczeniu Jarosława Mikołajewskiego. Księga potężna, ilustrowana przez florentczyka Roberto Innocentiego, oddająca w pełni urodę tej trudnej – nie tylko do dzieci kierowanej – czasem mrocznej i przerażającej, czasem żartobliwej i wzruszającej, ale stale trzymającej w napięciu opowieści. A jak świetnie się ją czyta – można usłyszeć w wykonaniu Piotra Adamczyka, bowiem wydawnictwo Media Rodzina zadbało o to, by „Pinokio” w tłumaczeniu Jarosława Mikołajewskiego ukazał się również jako audioksiążka. Mając doskonałe tłumaczenie, piękne wydanie i mistrzowską interpretację, z pewnością damy się porwać przygodom „lenia, niewdzięcznika i hultaja, który w końcu wyszedł na ludzi” – jak napisał o Pinokiu Jarosław Mikołajewski.

Dodaj komentarz