Książka i film – w radiowej Jedynce, 24.01.2014

audycja-24-01-2014Nie lubię tej odwiecznej dyskusji: książka czy film. Książka to książka – a film to film. Mówią innym językiem. A inny znaczy inny, nie lepszy czy gorszy (choć od razu ta przekorna część mnie przypomina, że najczęściej jednak mówię: książka była lepsza”).

Przejmująca książka Jerzego Pilcha „Pod Mocnym Aniołem” – i przejmujący film Wojciecha Smarzowskiego.

Ani książka, ani film nie pozostawią Państwa obojętnych. Szkoda nie przeczytać, szkoda nie zobaczyć.

Tadeusz Nyczek porównał tę książkę Pilcha do miodu pitnego – „pije się przyjemnie, ale co potem…”. Boli.

Audycja, część I

Z kolei Jerzy Kosiński zabłysnął jako znakomity współscenarzysta filmu według własnej książki „Wystarczy być” (i tu nie mówię: „książka była lepsza” – ale tak czy siak: to cały czas Kosiński!).

„Wystarczy być” to jeden z moich ukochanym (i wg mnie niestety bardzo prawdziwych) filmów. Ilu wśród nas takich „wielkości” i „geniuszów”? Którym … wystarczy być.

Z przyjemnością przypominam więc Państwu, że ukazuje się seria dzieł Jerzego Kosińskiego. Kiedy już ucichły i zachwyty, i skandale związane z Kosińskim – zapraszam do spokojnej lektury. To naprawdę dobry moment do smakowania „Kroków”, które przyniosły autorowi najważniejszą amerykańską nagrodę National Book Award (jeszcze przed „Wystarczy być”).

Audycja, część II

O nagrodzie Nike dla Jerzego Pilcha za „Pod Mocnym Aniołem” nie muszę przypominać, prawda? (aż trudno uwierzyć, że to był 2001 rok – a jest 2014! Hm…). czytając ją teraz, po latach, myślę, że to nie tylko opowieść o uzależnieniu od alkoholu. To nie jedyne zmaganie, nie jedyne mocowanie się Pilcha. Łatwo mówić, gdy przez ten czas dane nam było przeczytać (lub posłuchać w genialnej interpretacji Krzysztofa Gosztyły) „Dziennik” – pełen zmagań.

A jak się czasem kończą wielkie miłości do filmu i książki? Nicolas Vanier napisał nową wersję „Belli i Sebastiana” – jej, jak się kiedyś biegło do sąsiadów, by obejrzeć Bellę (przepraszam Cię, Sebastianie, wtedy marzyłam o psie, nie o chłopaku!), a połowa psiaków na podwórku tak właśnie się nazywała. A teraz, po latach, powstała nowa adaptacja literacka i filmowa.  Zobaczyłam tylko zwiastun – i przypomniały mi się wzruszenia z dzieciństwa. A że naszym dzieciom często brak właśnie wzruszeń – to na te ciepłe zimowe (jak alpejskie krajobrazy historii Belli i Sebastiana) wieczory do wspólnego czytania Babć z wnukami przyniosłam „Bellę i Sebastiana” – o bardzo samotnym chłopcu i zdziczałym psie, którzy staną się bohaterami wojennymi. [A moje serce tym razem skradł dziadek i to – jakby nie było – spokojne pastwisko… Chyba się starzeję :-)]

Dodaj komentarz