LIST DO MIKOŁAJA O KSIĄŻKI DLA DZIECI

Z pewną taką nieśmiałością… zaczynam od dwóch książek dla nieśmiałych. Można je czytać już maluchom. Trochę starsze dzieci przeczytają je sobie same (choć wykaligrafowane przez Ewę Pawlak literki, w dodatku składające się w wierszowane wersy, mogą sprawiać POCZĄTKOWO trochę trudności). A starsi, którzy nadal lubią dziecko w sobie, też będą się przy tych książkach doskonale bawić i wzruszać. Z pewnością też się rozmarzą. I tyle dzięki tym książkom można sobie nawzajem powiedzieć…

Te dwie książki – poza ich tematem – łączy małżeństwo Państwa Pawlaków: Ewa wykaligrafowała i przetłumaczyła Maciupka, a Paweł zilustrował (i dodał wieeeelu smaczków) historię o nieśmiałej śwince i jej równie nieśmiałym sąsiedzie.

Obie są znakomite. I obie cudownie pokazują, jak wiele w naszym życiu znaczy druga osoba. I… przypadek :-)

Natomiast miłośnicy Muminków w „Kto pocieszy Maciupka?” spotkają się znów z Filifionkami, Homkami, Włóczykijem, Mimblą… no i Buką. A jak Buka – to strach. Jednak gdy ktoś jest słabszy od nas (jak Drobinka od Maciupka), to co tam strach – trzeba zebrać się na odwagę i biec jeszcze bardziej przestraszonemu z pomocą.

A kiedy dwie mieszkające na wprost siebie samotne świnki nie mają nawet na tyle odwagi… by się do siebie odezwać, to jedyna szansa w elektrycznych podgrzewaczach do butów Eligiusza Przypadka i… życie wywróci się do góry nogami. Bo „O Melanii, Melchiorze i panu Przypadku” to „Historia dla nieśmiałych dużych i małych”.

Proszę spojrzeć, jakie te książki są piękne! (tego słowa na P nie udało się po prostu uniknąć :-)

Kto_pocieszy_Maciupka O_melanii

Wśród najważniejszych książek, jakie czytałam, książek dla dużych i małych, znajduje się niedawno wznowione „A ja czekam” (w jeszcze piękniejszej edycji). Od kilku lat się z tą książką nie rozstaję, ma nawet specjalne miejsce na mojej przepełnionej półce; pamiętam, kiedyś musiałam nawet zdobywać ją cudem dla młodszej koleżanki „na zakręcie” (kiedy nakład był już wyczerpany); mój przyjaciel się nią oświadczał; a ja wielokrotnie na własne oczy widziałam „A ja czekam” w rączkach małych dzieci, słuchających czytającej ją babci, mamy. Niedawni spostrzegłam łzy w oczach Romka Czejarka, gdy oglądał ją podczas audycji…

„A ja czekam” Davide’a Cali najpiękniej ze wszystkich książek, jakie znam, uczy empatii. Uczy rozumieć drugiego człowieka. I sens życia.

Jest jak wiersz, którego każdy wers (na kolejnej stronie) uzupełnia rozpoczynające książkę słowo: „Czekam”.

Opowiadając, na co czekasz, najlepiej określasz, na której stronie tej opowieści jesteś (…na buziaka, na choinkę, na to, które pierwsze przeprosi, na wyniki badań, na odwiedziny wnuczków…). Wywołuje wspomnienia. Pokazuje przyszłość.

Równie oszczędna w słowach i ilustracji, maleńka – jest naprawdę wielka i ważna.

Gdybym miała w swojej bibliotece zostawić tylko 10 książek, „A ja czekam” byłaby wśród nich.

Mikołaju! Nie zapominaj też o wierszach! Oto moja ukochana poetka Joanna Kulmowa w świetnym – zarazem nowoczesnym i nawiązującym do tradycji – wydaniu („Co drzemie w nas”). „Ty nie wyrastaj z marzenia” – pisała Joanna Kulmowa w wydanej przed blisko pięćdziesięciu laty Stacji Nigdy w Życiu – i do dziś nie wyrosła! A ostatnio wybrała dla nas wiersze z tej książki (…niemal mojej rówieśniczki ;-)

Poezja pani Joanny od lat nie pozwalają jej czytelnikom spoważnieć i stać się nudnym dorosłym. A czytającym ją po raz pierwszy dzieciakom – nie pozwala zwieszać głowy i uciekać od marzeń.

Zachwycona światem – zachwyca. Zadziwiona – zadziwia. Radosna – daje swoim czytelnikom radość, zachwyt i cudowne zadziwienie.

A_ja_czekamCo_drzemie_w_nas

A teraz dwie wyjątkowe książki z tak dobrze znanym motywem starego domu i jego tajemnic. W obu będzie – jakże inny – duch… Obie cudownie śmieszne i chwilami straszne. W obu – młodsze rodzeństwo i kumple. I obie znakomicie uczące szacunku dla przeszłości (i dla starszych), obie pokazujące, jak cenne jest jej poznanie. Bogactwo przeszłości. Korzenie. Historia. I siła wyobraźni!

W obu też świetna, dowcipna narracja. Jędrna, bogata polszczyzna. Piękne wydania. U Marcina Szczygielskiego (w „Czarownicy piętro niżej”): tajemniczy, mądry gadający kot i wiewiórka (dialogi na Oscara). U Liliany Bardijewskiej (w „Domu ośmiu tajemnic”): pies naszych marzeń i…

Nie, nie należy takich książek opowiadać, tylko je CZYTAĆ. Jeśli samodzielnie – to w 2–4 klasie. W roli słuchacza – można poznać je już znacznie wcześniej.

Gwarantuję też, że żaden czytający dorosły nie będzie się nudził!!!  Bo w obu książkach tyle tajemnic, że hej. A jakie ilustracje!

Czarownica Dom8_cover

Książki, które bardzo lubię i z całego serca polecam, muszą wyróżniać się poczuciem humoru. Wśród nich prym wiedzie mistrz Marcin Wicha (znacie jego satyryczne rysunkowe komentarze z „Tygodnika Powszechnego”), autor dwóch prześmiesznych książek o Klarze („Klara. Proszę tego nie czytać” i „Słowo na szy”), równie dowcipny, bystry w swych obserwacjach i krótkich, trafnych opisach (tak, tak, narratorze – narrator BOSKI!), czasem zabawny, chwilami gogolowsko gorzki. Cudnie spod znaku Mikołajka – w opowieściach o Klarze. Teraz – gdy bohaterka oddała komentarze narratorowi – pojawiają się nowe tony. Jestem pod wrażeniem! No i te rysunki WICHY! A na nich biorąca „Lekcje niegrzeczności” (tak brzmi podtytuł, przypominający trochę Wilczusia (halo!? Kto pamięta Wilczusia?) STRUSIA. I Łysol – czyli jej pies nauczyciel (NIEGRZECZNOŚCI). Hm… A tym, którzy nie chcą czytać o tym, jak Strusia przestawała być tak supergrzeczna – narrator radzi czytać od tyłu. Ja zdecydowanie zapisuję się na lekcje – u znakomitego satyryka Marcina Wichy :-) Niestety choć wpisuję hasło i wpisuję, nie mogę się dostać do audiobooka, ale może Wam się uda… To czytajcie lub słuchajcie (ale co wtedy z rysunkami Marcina?!) „Łysola i Strusię. Lekcje niegrzeczności”.

I inny, delikatny, bardzo kobiecy (jak sama Autorka) rodzaj humoru, czyli kolejne opowieści Ewy Karwan-Jastrzębskiej o Agacie (bo były już dwa tomy!) – niani pięciorga rodzeństwa z okolic magicznego placu Słonecznego na warszawskim Żoliborzu. Będzie realizm magiczny (choćby „ciasteczkowa” podróż na planetę Małego Księcia – dla mnie niczym Proustowska magdalenka), podróże dalekie i bliskie (choćby do przyjaciółki Agaty, która… jak ja zbiera żaby, jak ja mieszka w starej tajemniczej kamienicy i… jak ja ma na imię Dorota). I będzie duch Mary Poppins unosił się nad tą opowieścią o Nieznośnych Trojaczkach (imiona i dodatkowe imiona nie do końca znane redakcji ;–) i troszkę od nich starszych (a od Strusi młodszych) bliźniakach: Matyldzie i Piotrusiu. Naprawdę piękna podróż do lektur dzieciństwa, tamtej wrażliwości i wyobraźni. I – słowo się rzekło – poczucia humoru!

AgataLysoliStrusia

Mikołaj przychodzi we śnie, więc ostatnie dwie książki przypominane Mikołajowi będą właśnie o śnie. Czasem pięknym i kolorowym – do pozazdroszczenia… Bo oto „Pomelo śni” …o dmuchawcach, zwierzętach, które nie istnieją (ale nie we śnie! tu wszystko jest możliwe), o dalekich stronach i o tym, że lata… „Śnią mu się sny, w których pod jest nad” ;-) Jak trafnie ujęte przez Ramonę Badescu to, co nie do ujęcia, niepojęte jak sny… Pięknie zilustrowane. Najbardziej sennie ze snów… Więc śpijcie już. Wy, którzy czytacie na dobranoc, i ci, którym się czyta. Bo każdy z nas może śnić kolorowo jako Pomelo z książeczki dla maleńkich i całkiem dużych. Pomelo i kolejne książeczki o nim – pod poduchę. Koniecznie.

Ale nie zawsze jest tak słodko. Nawet we śnie. Bo może być ktoś. Kto nie daje spać. A tym kimś możemy być my. I nasz strach. Który trzeba nazwać.

Dzieci tak często boją się ciemności. I boją (choć czasem i lubią) się bać. Niedawno pisała o tej książce. Przypomnijcie więc sobie „Zielonego, Nikta i kogoś” – i uwierzcie, to książka od pięciu wzwyż. Dla nas, dorosłych przemądrzalców też. Książki o Zielonym to absolutnie obowiązkowe na naszych półkach mądre przypowieści Małgorzaty Strzałkowskiej o przyjaźni, o potrzebie kogoś bliskiego. A mistrzowskie ilustracje Piotra Fąfrowicza cudownie je dopowiadają.

Pomelozielony-nikt-ktos

Życzę małym i dużym Czytelnikom wielkich poduszek, żeby pomieściły wiele, wiele prezentów… BARDZO, bardzo dużo książek, bo to do nich właśnie my i nasze dzieci… będziemy wracać i wracać po latach.

Dorota Koman

5 przemyśleń nt. „LIST DO MIKOŁAJA O KSIĄŻKI DLA DZIECI

  1. Kiedyś było prościej – pojawiała się dobra książka, człowiek „zdobywał” ją, czytał, cieszył się z jej obecności i już. Były znakomite serie, które się gromadziło. Autorzy dobrze znani, których książki się kolekcjonowało.
    Teraz oferta jest tak przeogromna… człowiek stoi w księgarni; najlepiej marketingowo ustawione książki wprost krzyczą na niego z wystawek i stoisk tuż przy wejściu, a dalej leżą setki, tysiące pozycji. Każda dobrze wydana, na pierwszy rzut oka zachęcająca – ale czy warto przeczytać to, co w środku? Zwykle podnoszę jedną książkę czy drugą, przeczytam opis, przeczytam parę zdań, odkładam i sięgam po nową… I zupełnie nie mogę się zdecydować, którą wybrać.
    Za dużo tego dobrego!
    Dlatego tak bardzo potrzebne jest to, co robisz, droga D.! Czytasz, opisujesz, co przeczytałaś, znajdujesz to, co w każdej książce najważniejsze i najbardziej wartościowe. I dzięki Tobie każdy czytacz o wiele łatwiej i przyjemniej porusza się po zagmatwanych ścieżkach literackich, bo mając Ciebie za przewodnika, ma pewność, że będzie odnajdywał same skarby.
    Dzięki!
    Marysia

Dodaj komentarz