NIE CZYTAĆ? JAK TO NIE CZYTAĆ? CZYTAĆ WICHĘ! Z PRZYJEMNOŚCIĄ!

Marcin_Wicha_Klara„Proszę tego nie czytać!” głosi dymek nad głową Klary – tytułowej bohaterki książki Marcina Wichy – ale jak tu oderwać się od czytania, skoro każda kolejna historia bawi nas bardziej, skoro śmiejemy się coraz głośniej i coraz częściej, zanim zadamy sobie w końcu Gogolowskie pytanie: „I z kogo się śmiejecie?”. Tak, tak: „Z samych siebie się śmiejecie”.

Ze szkoły chorej na reformy – w której nie ma już zwykłych wywiadówek, za to są „dni otwarte” (a pani nauczycielka „mówi, że chciałaby dostać w swoje ręce tego ministra, który wymyślił oceny opisowe”), gdzie się nie stawia jedynek, tylko grzybki… więc rodzicom, którzy nie potrafią na zawołanie stworzyć orderu dziadka (a przecież pani kazała przynieść pamiątkę wojenną na następną lekcję!) „niezestresowana” ocenami Klara wykrzyczy: „Jesteście beznadziejni. Przez was dostanę grzybka! (…) Przez tę wojnę będę miała traumę i obniżoną średnią”.

Ze szkoły pełnej tajemniczych skrótów (ot, takich jak ZEW; niewtajemniczonych lub zagubionych nieco w chaosie reform – mniej więcej tak jak rodzice Klary – informuję, że jest to „zintegrowana edukacja wczesnoszkolna”), „religii łamanej przez etykę” czy szkolnych zawodów pływackich w bardzo etycznej szkole im. Prymasa Tysiąclecia, gdzie konkurencję się po prostu dyskwalifikuje, zwłaszcza kiedy wygrywa. Z jasełek, w których wystąpiło „czternaście Matek Boskich, Chopin i Florian Szary” (bo każda mama interweniowała u pani, że jej córka ma być Matką Boską). A że Chopin w jasełkach? To dlaczego nie Maria Skłodowska-Curie? – docieka mama. „Przecież to czysta dyskryminacja” – wzdycha.

Śmiejemy się z rodzicielskich dialogów („Znowu obarczasz dziecko swoimi lękami!” – mówi mama. „A ty znowu czytałaś niezbędnik psychologiczny” – odpowiada tata). Z infantylego stylu mówienia do dzieci (znakomite sceny z Panią Nutką podczas poranka w filharmonii). A nawet z komentarzy Klary na temat aury. „Na ferie jeździmy w takie miejsca, gdzie nie ma śniegu. Patrycja i Oliwka też, tylko że one jeżdżą do Egiptu, a my do Zakopanego (…).

Spostrzegawczy, świetnie punktujący absurdy codzienności, doskonale je pointujący Marcin Wicha pokazuje nas w krzywym (choć czy aby tak bardzo krzywym?) zwierciadle.

Czytelnicy „Tygodnika Powszechnego” w ilustracjach „Klary” od razu rozpoznają oczywiście i jego kreskę… i satyryczny punkt widzenia, dobrze znany miłośnikom „Wichajstra”, który tym razem zadebiutował w roli autora książki dla dzieci.

I choć oczywiście nasuwa się skojarzenie z Mikołajkiem (bez przesady można by nazwać Klarę – z jej relacjami na temat „naszej pani”, rodziców, obu babć, dziadka, młodszego rodzeństwa, czyli „mianowicie brata” – Mikołajkiem w spódnicy), choć czasem zza węgła (choćby w czasie zakupów w supermarkecie) puszcza do nas oko Koszmarny Karolek Franceski Simon, a historie rodzinne kojarzyć się mogą chwilami z tonem „Dynastii Miziołków” Joanny Olech – to Wicha jest przede wszystkim Wichą. Tym samym Wichajstrem, który szybką kreską pointował np. gadaninę o „zdrowej żywności”. Podobnie jego Klara – w krótkiej relacji z lekcji o recyclingu – da nam równie świetną lekcję… z nas samych. A opowieść o segregowaniu śmieci? (Tata „się zazwyczaj myli i wyrzuca te worki do niewłaściwego pojemnika. A nawet jeśli się nie pomyli, to pan śmieciarz i tak wszystko pomiesza” – czyż nie? „A jak już śmieci są posegregowane, to co się z nimi robi?” – spyta pani. „Wiezie do lasu! – krzyczy Konrad”, który na pewno zaprzyjaźniłby się chętnie z Kleofasem, kolegą Mikołajka).

Klara-jubilatka (tuż po urodzinowym kinderbalu) kończy pisać swój pamiętnik, bo skończył jej się zeszyt. Szkoda… Na szczęście nowy zeszyt (choćby i z recyclingu) nie tak trudno zdobyć, a jeśli nie – to chętnie jej podaruję, nawet kilka – byle tylko – niezależnie od owego „dymka” na okładce – pozwoliła nam się dalej czytać. Bo ta książka – dla rówieśników Klary (na okładce napis: +9), ale i dla znacznie starszych, a niepozbawionych poczucia humoru czytelników – za każdym razem czyta się lepiej i lepiej.

Choć nie ułatwia tego niestety brzydki skład i brak akapitów (naprawdę czasem wręcz trudno odróżnić, kto co mówi, i czy to jeszcze jest dialog, czy już narracja). Ale to tylko maleńka łyżka dziegciu, żeby debiutantowi nie było za słodko…

Na szczęście wydanie w kolejnych wydaniach można poprawić, a wielu kolejnych wydań „Klary” i kolejnych książek życzę Autorowi – również z czystego egoizmu.

 

Marcin Wicha, „Klara. Proszę tego nie czytać!”, wydawnictwo Czarna Owieczka, Warszawa 2011, str. 104, cena 24,90.

Jedno przemyślenie nt. „NIE CZYTAĆ? JAK TO NIE CZYTAĆ? CZYTAĆ WICHĘ! Z PRZYJEMNOŚCIĄ!

Dodaj komentarz