ŻYCIE – PRAWDZIWY WEHIKUŁ CZASU. Marcin Szczygielski „Arka czasu”

Arka-czasu_Marcin-SzczygielskiUważni czytelnicy Marcina Szczygielskiego czekali na powieść o przefarbowanym na rudo żydowskim chłopcu, którego Stella – jedna z bohaterek drugiego planu znakomitego „Pocztu Królowych polskich” – wyprowadza z warszawskiego getta. W kluczu dołączonym do „Pocztu” Autor zapowiedział bowiem, że o tym chłopcu (tytułowym bohaterze wiersza Stefanii Ney „Dawid” z tomiku „Dzieci getta”, wydanego w 1946 roku) opowie w następnej książce.

Kolejny raz towarzyszyliśmy więc Stelli, która z ogromnym przykuwających uwagę bukietem niebieskich hortensji wychodzi z getta z Rafałem, by oddać chłopca pod opiekę polskiej rodziny; tym razem jednak tę przeprawę obserwujemy z perspektywy małego uciekiniera. To on – Rafał Grzywiński, teraz już Rafał Mortyś – opowiada nam o Dzielnicy, sąsiadach, przeprowadzce z Siennej na Chłodną. To jedyna rzeczywistość, jaką zna. Sam się dziwi, że właściwie nie pamięta swojego wcześniejszego życia – tak jakby całe życie spędził w getcie, bojąc się Morloków, jak określa niemieckich oprawców, odkąd do jego rąk trafił „Wehikuł czasu” H.G. Wellsa.

„Arka” to książka o pamięci (ale i niepamięci); o tym, co było KIEDYŚ („KIEDYŚ nie było wojny ani Dzielnicy. KIEDYŚ można było wyjechać […]. KIEDYŚ byli ze mną rodzice i mieszkaliśmy wszyscy na Saskiej Kępie. Podobno, bo ja tego nie pamiętam […]”. KIEDYŚ (wersale pochodzą od Autora) – to również przyszłość; „KIEDYŚ – będę wynalazcą”, powie Rafał, który woli rozmyślać o czasie przeszłym i przyszłym, choć opowiada nam o teraźniejszym, od którego chciałby uciec, choćby i Wellsowym wehikułem (dzięki któremu, jak sadzi, można by zmienić to, co się stało).

Teraz Rafał jest chłopcem z getta w 1942 roku, ma prawie 9 lat, kochającego Dziadzia (skrzypka, niegdyś filharmonika, grywającego obecnie na podwórkach i w knajpach, żeby utrzymać siebie i wnuka), o którego dba jak umie, przygotowując posiłki prawie „z niczego” i dzieląc je na korzyść dziadka („większego przecież”). Miłość tak wielka, że każe chłopcu wrócić za mury getta do opustoszałego – jak się okaże – getta, by odwiedzić dziadka (co czytelnikowi pozwoli spojrzeć raz jeszcze na puste i ciche tym razem ulice Dzielnicy; odczuć bestialstwo; zobaczyć doprowadzonych do granic obłędu, ukrywających się w ruinach przerażonych Żydów). Bo „Arka” to książka o miłości, oddaniu i poświęceniu. I przyjaźni.

Wyprowadzony z getta Rafał trafia na tereny warszawskiego zoo, gdzie ciężko chorym chłopcem zaopiekują się niewiele starszy Emek i koleżanka Rafała z ulicy Chłodnej Lidka (mistrzowsko sportretowani mały przedsiębiorczy cwaniaczek, syn flisaka, dobry do szpiku kości, i dzielna dobrze ułożona dziewczynka z dobrego domu).

Portretowanie „szybką cienką kreską” jest jednym z walorów pisarstwa Szczygielskiego. Podobnie jak przejmujące, zwarte opisy i umiejętność konstruowania fabuły. Na pozór nieprzystającym do tematu wątkom science-fiction zawdzięczamy najmocniejsze, najbardziej przejmujące fragmenty książki: przeniesienie Rafała w rok 2013 – jego spojrzenie na współczesne dzieciaki (ich strój, język, zachowanie, współczesne gadżety). Przejmującej sceny kopania przez dzisiejszych chłopców bochenka chleba jak piłki nie da się zapomnieć. Przy czym Marcin Szczygielski ani przez chwilę nie poucza, nie komentuje tego, co widzi Rafał. Wystarczy niedowierzanie, z jakim mały, głodny bohater patrzy na tę scenę w warszawskim zoo…

Znakomitą „podszewką” opisów grozy stały się doskonałe sceny komediowe (choćby scena wróżb pani Brylant) i dowcipne dialogi (na przykład rozmowa ze współczesną Zosią na temat odlotowej fryzury Rafała czy – wcześniej – kolejne etapy jej powstawania). To duża sztuka: zachować równowagę między tym, co tragiczne i przejmujące, a tym, co choćby i w dramatycznej sytuacji śmieszne… i absurdalne. To dzięki temu zrównoważeniu Marcin Szczygielski może poruszać tak trudne, czasami – wydawałoby się – wręcz za trudne dla młodego Czytelnika (czy może uznawane za nudne?!) tematy. Tymczasem „Arka czasu” porusza ważki temat tożsamości.

„KIEDYŚ podobno wcale nie miało większego znaczenia, jakiego kto był pochodzenia” – mówi Rafał. A w innym momencie wspomina: „Dziadzio pochodzi z żydowskiej rodziny i babcia, jego żona, też była Żydówką. Ale moja mama nie była… Poza tym z Dziadziem ubieramy zawsze choinkę na święta i dziadzio gra wtedy kolędy na skrzypcach”. Można zwariować na takim świecie, ale… są jeszcze książki. (Czy dzięki wehikułowi czasu, czy książkom – i ulubionemu „Wehikułowi czasu” – Rafał ocalał?)

Bo „Arka czasu” to również piękna książka o sile książki. O wartości czytania. Nie przez przypadek zaczyna się wyprawą Rafała do biblioteki (to wtedy – ulica po ulicy, dom po domu, sklepikarz po sklepikarzu – poznajemy warszawskie getto). Nie przez przypadek wszystkie ceny Rafał porównuje do owych 5 złotych, które trzeba zapłacić co miesiąc za korzystanie z biblioteki. Nie przez przypadek nie do pojęcia rzeczywistość II wojny światowej Rafał przekłada sobie na bardziej zrozumiały świat  przedstawiony w jego ulubionej powieści science fiction (bardzo bolesny to paradoks).

Wrażliwość i wyobraźnia Autora i jego pióro, znakomita znajomość faktów, perfekcyjne konstruowanie fabuły, znakomity słuch językowy zaowocowały jedną z najważniejszych książek dla młodego czytelnika o holokauście (obok „Kotki Brygidy” Joanny Rudniańskiej – notabene też perfekcyjnie wykorzystującej elementy fantasy).

I choćby nie wiem jak zaskakiwał fakt, że po raz drugi (po znakomitym „Czarnym Młynie”) spośród setek nadesłanych pod godłem prac Marcin Szczygielski otrzymał Grand Prix Konkursu Literackiego im. Astrid Lindgren, to nie ma co się dziwić. Ta książka jest po prostu… bezkonkurencyjna.

Dorosłym Czytelnikom, którzy chcieliby się utwierdzić, jak doskonałym pisarzem jest Marcin Szczygielski, polecam „Poczet Królowych polskich”, gdzie znajdą jeszcze więcej trudnych (często przemilczanych) tematów, jeszcze więcej tajemnic i podróży w czasie tym jedynym wehikułem, jaki mamy – a którym jest, jak pisze Autor „Arki czasu”, po prostu nasze życie.

 

Marcin Szczygielski, „Arka czasu, czyli wielka ucieczka Rafała od kiedyś przez wtedy do teraz i wstecz”, ilustracje Daniel de Latour, Wydawnictwo Piotra Marciszuka Stentor, Warszawa 2013.

Dodaj komentarz